środa, 1 stycznia 2014

KSIĘGA HUBERTUSA - księga jubileuszowa z okazji 10-lecia Klubu i w roku jubileuszu 90-lecia PZŁ

Klubowym wydarzeniem 2013 roku stała się „Księga Hubertusa”, której prezentacja odbyła się 6 listopada podczas dorocznej biesiady myśliwskiej związanej z obchodami dnia patrona myśliwych św. Huberta. 


Na ten temat Piotr Załęski, znany i ceniony publicysta związany między innymi z „Łowcem Polskim”, tak napisał:

Księga Hubertusa


Rzecz działa się 6 listopada 2013 roku w Warszawie, przy ul. Żurawiej 20, w Klubie Hubertus. Z okazji 10-lecia Klubu i w roku jubileuszu 90-lecia Polskiego Związku Łowieckiego odbyło się uroczyste spotkanie członków i sympatyków Klubu. 
Dla podkreślenia tych dat organizatorzy wypromowali książkę pt. ,,Księga Hubertusa’’.
Jest to historia ludzi i miejsc związanych z myślistwem, osobiste wspomnienia, dążenie do utrwalenia osób i zdarzeń, różnorakich obszarów łowieckiego życia, a także przedniej gawędy.  
Wysoki poziom zawdzięcza ,,Księga Hubertusa’’ swoim redaktorom: Joanna Leśniak (przewodnicząca), Bożena Boczkowska, Julian Kędzierski, Piotr Pokrzywa, Wiesław Zieliński. Są tu dwie osoby o pełnych kwalifikacjach fachowych i literackich: Joanna Leśniak, była redaktor naczelna ,,Łowca Polskiego’’, prowadząca kronikę Klubu i Wiesław Zieliński, wieloletni współpracownik ,,ŁP’’, autor książki ,,W Bieszczadach i gdzie indziej’’. Ostateczny wkład w wydaniu omawianej pozycji mieli: Krzysztof Czyszewski – wydruk i Waldemar Żuwalski – wydawca. Opracowanie graficzne i projekt okładki wykonał Grzegorz Bednarek. 
Kropkę nad ,,i’’ w ,,Księdze Hubertusa’’ stawiał oczywiście Julian Kędzierski – prezes, bez którego nie możemy sobie wyobrazić istnienia tego Klubu. Jego narracja jest delikatna, sterowana z umiarem, ujęta z poczuciem humoru. Do zjawisk, które zasiał na Żurawiej, należą serdeczne uczucia, jakie żywią do siebie członkowie Klubu. Tutaj wszyscy się znają, są wobec siebie otwarci, życzliwi i pomocni. Odwiedzający klub, także i ja, są przyjmowani niczym zamorscy goście. Taki panuje niezwykle pedagogiczny obyczaj na Żurawiej.  
Praca ma charakter wielostronny. Jej autorzy dają dużo pola do popisu gościom-prelegentom, którzy dzielą się z czytelnikami swymi przygodami, wspomnieniami, zaszczepiają w słuchaczach umiłowanie leśnej wyprawy i chęć skosztowania łowieckiego, ciekawego życia. I rodzą się na tych stronach opowiadania, relacje, wiersze, anegdoty. Do trafnych posunięć należy zamieszczenie w książce licznych zdjęć, całej galerii postaci, starszych i młodszych, niektórych w ostatnich latach życia. Oprócz not biograficznych o gościach i członkach klubu są tu informacje o tradycyjnych klubowych biesiadach myśliwskich zwanymi marczakami, wiankiami i hubertowinami. 
Na stronach książki styl dobrej literatury myśliwskiej płynie od dawnych mistrzów pióra i przeplata się z ,,nową falą’’, którą reprezentuje m.in.: prof. Ryszard Dzięciołowski, prof. Roman Dziedzic, Bohdan Jasiewicz, Andrzej Kumor, Marek P. Krzemień, Wacław Przybylski, Grzegorz Russak, Michał Sumiński, Andrzej Szaniawski, Kazimierz Winkler, Wiesław Zieliński. W książce zaznaczyli swoją obecność członkowie władz PZŁ, honorowi członkowie PZŁ, redaktorzy ,,Łowca Polskiego’’, wybitni profesorowie medycyny, generalicja z gen. Mirosławem Hermaszewskim na czele, artyści, muzealnicy, wydawcy i wielu innych. Zabrali głos wielcy myśliwi i wybitne autorytety. Ich dokonania, energia, dynamizm wyniesiony prosto z kniei, niosący powiew gór Ałtaju, zamróz dalekiej tundry, dyszący tropik Afryki – muszą budzić szacunek i uznanie. Nie było w klubie takiego spotkania, które by nie przypominało, że nadrzędnym tematem jest myślistwo. Ale przychodzą też do klubu nemrodzi, których rozpiętość czasu od ostatniego polowania można mierzyć latami świetlnymi. Cechuje ich powściągliwość, siadają na uboczu, do momentu, gdy wyciągną swoje działkowe ,,arcydzieło” – przednią nalewkę. Taką postawą z miejsca zyskują aprobatę ogółu – za rzetelną znajomość fachu. 
Członek klubu musi posiadać trzy podstawowe cechy: znać się na żartach, posiadać ciekawość ludzi i świata, a ponadto coś z siebie dawać, coś sobą wnosić. Te trzy cechy nie padły tu przypadkowo, tym właśnie kryteriom przypisuję zasadniczą rolę w długoletnim istnieniu Klubu, jego atmosferze i działaniu. Wszystko, co w każdej działalności klubowej, stowarzyszeniowej jest odkrywcze, ciekawe, stanowi próbę wyzwolenia się z szarości, schematu bądź stanowi kontynuację sprawdzonych zachowań, modelu postępowania jest zawarte w motcie klubu: ,,Aby prastara, piękna tradycja myśliwska nie ugrzęzła w nurcie zmaterializowanego życia’’.
Przez wszystkie te 10 lat Klub korzystał z pomieszczeń restauracji Hubertus & Elio, której właściciel Roman Knapik starał się, by w niczym nie uchybić kolegom myśliwym.
Św. Hubert, patron myśliwych, był w tym roku wyjątkowo zapracowany, dwoił się i troił, by być ,,dobrym duchem’’ na Kongresie Kultury Łowieckiej, na koncertach muzyki myśliwskiej, uroczystych ,,Hubertusach’’ w Spale, Łęczycy, Węgrowie, Runowie…, podczas biegów myśliwskich i w zapadłych lasach, gdzie stawiano kapliczki jemu poświęcone.
Po wyczerpującym sezonie już, już szykował się do odpoczynku, do cichej modlitwy i refleksji, gdy obudziły go dźwięki muzyki myśliwskiej. Nie dolatywały z głębi kniei, ale z centrum Warszawy, z ul. Żurawiej. To zespół ,,Pasja’’ Janusza Gocalińskiego, integralny uczestnik ważniejszych wydarzeń klubowych, po raz kolejny poruszył niebo i ziemię. Jeszcze prowadzący spotkanie kolega Krzysztof Czyszewski nie skończył zdania, nie dał znaku na przerwę, a już ponad głowami zebranych rozbrzmiewały głośne, wibrujące sygnały. 
Słowem, tutaj na Żurawiej ranga łowiectwa szybuje wysoko i doskonale służy jego popularyzacji. 
Nowa cenna pozycja ,,Księga Hubertusa’’ otrzymała bogatą oprawę i godnie zaliczyła swój debiut. Teraz czeka ją czytelnicza satysfakcja. Gdybym miał ocenić książkę w jednym zdaniu, to zacytowałbym słowa Adama Rzewuskiego recenzującego książkę ,,Moje przygody łowieckie’’ Juliana Ejsmonda: – Książka jest hojnym darem, co w ciemnych chwilach życia ku »pokrzepieniu« serc naszych zawsze służyć będzie!
Piotr Załęski




Bardzo dziękujemy za te miłe słowa. Od siebie dodamy, że „Księgę Hubertusa” można nabyć u wydawcy:


Wydawnictwo EKOCHEM
Waldemar Żuwalski
03-262 Warszawa, ul. Wielkiego Dębu 27



Księga ma 255 stron formatu A4, twardą oprawę i jest bogato ilustrowana.







We wstępie do „Księgi Hubertusa Julian Kędzierski, prezes Klubu, napisał:




Oddajemy do rąk Czytelników „Księgę Hubertusa” wydaną z okazji 10-lecia Myśliwskiego Klubu Hubertus w Warszawie, w której staraliśmy się napisać głównie o osobach, które tworzyły przez dziesięć minionych lat ten Klub. 
Opublikowaliśmy notki biograficzne członków Klubu i naszych wspaniałych Gości. Zamieściliśmy relacje ze spotkań klubowych, które udało się zebrać dzięki notatkom w kronice Klubu (niestety, nie wszystko się zachowało), fragmenty książek, które prezentowalismy podczas biesiad myśliwskich oraz teksty pisane przez naszych Klubowiczów, a które często publikowane były na łamach „Łowca Polskiego” czy innych polskich czasopism.  
W ciągu 10 lat odbyło się kilkaset środowych spotkań zarówno tematycznych, jak i towarzyskich. W sumie gościliśmy około 400 osób. Tematyka spotkań była ogromnie zróżnicowana.  
Mamy nadzieję, że lektura tej książki poszerzy wiedzę, wpłynie na szacunek dla tradycji i dobrach obyczajów i ukaże wizerunek myśliwego odbiegający od istniejących stereotypów. 
Jesteśmy też winni wyjaśnienie skąd wzięła się myśl o wydaniu tej książki. Otóż inspiracją stała się, opowiedziana na jednym ze spotkań klubowych, anegdota związana z naszym wspaniałym pisarzem – Melchiorem Wańkowiczem.  
Melchior Wańkowicz w czasie drugiej wojny światowej był korespondentem wojennym. Był między innymi związany z losami 2. Korpusu dowodzonego przez gen. Władysława Andersa. Kiedy dotarli pod Monte Cassino, Melchior Wańkowicz chciał przedostać się bliżej toczących się walk. Jeden z generałów kategorycznie odmówił, gdyż było to bardzo niebezpieczne. Wańkowicz nalegał, ale generał był nieugięty. W pewnym momencie Melchior Wańkowicz spytał generała: 
– Panie generale, ile było bitew w historii ludzkości? – Nie wiem ile dokładnie, ale bardzo dużo - odparł zaskoczony tym pytaniem generał.  – Tak – odparł Wańkowicz – bardzo dużo, ale wiemy tylko o tych, o których ktoś, kiedyś, coś napisał. 
Generał zmienił zdanie i tak mogło powstać wspaniałe dzieło–reportaż „Bitwa o Monte Cassino”.  
Pomyśleliśmy więc, że jeżeli nie wydamy tej książki, to za ileś tam lat nikt nie będzie wiedział, że w Warszawie na początku XXI wieku taki Klub istniał. 
Julian Kędzierski

Prezes Klubu