środa, 3 marca 2010

3 III 2010 "PTASIE SAFARI NAD JEZIOREM CZAD" - odczyt ze spotkania z Jerzym Augustyniakiem

Przed wejściem do buszu, wyprawa na dzika buszowego, Bushpig - Red River Hog (hausa - Alhazir),
od lewej: mgr inż. Staszek Żuk-Rybicki, tropiciel, mgr inż. Andrzej Kukla, tropiciel, autor wspomnienia Jerzy Augustyniak.

Safari w języku suahili oznacza podróż karawaną wyprawy myśliwskiej, wraz z ludźmi, zwierzętami, wozami i sprzętem. Cała historia myśliwskiego safari liczy sobie nie więcej jak 150 lat. Safari Theodore Roosevelta trwało około roku (1909/1910) i kosztowało równowartość mld obecnych dolarów. Jeszcze niedawno uważano, że dżentelmeńskie safari połączone z fair chase hunt (uczciwym polowaniem) winno trwać minimum 3 tygodnie. Dzisiejsze fotosafari lub myśliwskie safari na ogrodzonych prywatnych farmach w RPA czy Namibii trwa tydzień od wylotu do powrotu. Moje safari nad jeziorem Czad trwało kilka lat w czasie weekendów, na które mogłem sobie pozwolić.

Pochodzę z rodziny z kresów wschodnich o bogatych tradycjach myśliwskich. Polowali mój dziad , ojciec i wujowie. W domu rodzinnym często rozprawiano o przygodach z polowań jak również było dużo literatury łowieckiej, którą byłem zainteresowany. Jako uczeń często korzystałem z Biblioteki Publicznej w Warszawie na ul. Brackiej, gdzie było dużo wolumenów przyrodniczych poświeconych Afryce. Byłem zapalonym czytelnikiem i często utożsamiałem się z autorami książek a zarazem podróżnikami penetrującymi w XIX i XX wieku bezdroża kontynentu afrykańskiego (David Livingstone 1813-1873, Henry Stanley 1841-1902). 

Wówczas nie mogłem nawet marzyć, że ukończę studia, które pozwolą mi podjąć pracę zawodową w Afryce i to w czasach kiedy wyjazd za granicę był nobilitacją dla inżyniera uprawiającego w praktyce wolny zawód projektanta. 
Jerzy Augustyniak - autor wspomnienia
Po ukończeniu Liceum Budowlanego a następnie Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, od 1961 roku pracowałem w biurze projektów „Bistyp” w Warszawie, gdzie od funkcji „czeladnika” asystenta projektanta awansowałem do stanowiska generalnego projektanta. Specjalizowałem się jako konstruktor budowlany w budownictwie przemysłowym i miałem szczęście projektować wiele obiektów przemysłowych w ramach eksportu polskiej myśli technicznej. Byłem współautorem (projektowanie to praca zespołowa) projektów konstrukcyjnych kilku cukrowni i elektrowni na eksport jak również byłem delegowany na roczne pobyty w ramach nadzoru autorskiego na budowy cukrowni w Maroku i Pakistanie (jako główny projektant). 

Po wielu perturbacjach w 1974 roku wywalczyłem w biurze możliwość wyjazdu na kontrakt indywidualny w ramach POLSERVICE do pracy w Nigerii w przedsiębiorstwie budowlanym. Trudność polegała na tym, że należało wydajnie pracować na potrzeby pracowni projektowej (pracowaliśmy w systemie akordowym) ale w momencie zgody na wyjazd nie być obciążonym zobowiązaniami zawodowymi związanymi z rozpoczętym lub kontynuowanym projektem, co było swoistym wyczynem organizacyjnym (zgodę wydawał pracodawca i resort budownictwa). 

Federalna Republika Nigerii od 1960 roku niepodlegle państwo w Afryce Zachodniej nad Zatoką Gwinejską jest najludniejsza na kontynencie afrykańskim i liczy 146 mln mieszkańców przy powierzchni 923 tys. km2 (terytorialnie 3 razy większa od Polski). Nigerię zamieszkują 434 grupy etniczne, mówiące 395 językami, językiem urzędowym jest angielski a w powszechnym użyciu jest tzw. pidgin English (dane etnograficzne często się zmieniają). Zróżnicowanie etniczne, językowe, gospodarcze i religijne ludności było i jest przyczyną wielu konfliktów wewnętrznych, w czasie których dochodzi zazwyczaj do bezwzględnych porachunków między plemionami. Można powiedzieć, że utworzenie Nigerii jest dziełem Brytyjczyków, od których pochodzą jej obecne granice i nazwa kraju. W granicach dzisiejszego państwa zostały zgrupowane trzy zasadnicze regiony: islamska północ, chrześcijański wschód, oraz zachodni mieszany pod względem religijnym z częścią trwającą przy dawnych wierzeniach i obrzędach. 

Wszystko to pomagało rządzić w czasach kolonialnych a jest kłopotem dla obecnej federacji. Korupcja, podziały etniczne, niepokoje społeczne i działania separatystyczne doprowadziły do wojny domowej w Biafsze (1967-1970), w której zginęło ok. 2 mln osób a zamachy stanu są na porządku dziennym. 

W Nigerii jako kontraktowy dyrektor przedsiębiorstwa budowlanego zarządzałem budowami, gdzie kierownikami budów byli Włosi, zapamiętali myśliwi, którzy namówili mnie na uprawianie czynnego myślistwa. 
Mój Dublet do dropi olbrzymich
Bez administracyjnych trudności jako rezydent otrzymałem licencję myśliwego (hunting licence) i na początek nabyłem horyzontalną dubeltówkę kalibru 12 hiszpańskiej firmy „Zabala”. Nie była to markowa broń, ale przy lufach długości 31 cali (79 cm) biła ostro i była skuteczna na dużych odległościach. Łowiectwo zacząłem uprawiać mieszkając w Majduguri (Borno State) w pobliżu (około 100 km) jak na afrykańskie warunki jeziora Czad. Miałem również szczęście poznać myśliwego rodaka, który odszedł do krainy pełnej tłustych zebr śp. mgr inż. Stanisława Żuk-Rybickiego (1933-2007) wówczas pracującego na Uniwersytecie w Majduguri a członka jak się później okazało mojego przyszłego koła łowieckiego nr 7 „Knieja” w Warszawie. Nasza znajomość, przekształciła się w przyjaźń i po powrocie do kraju z rekomendacji Staszka, a za przyzwoleniem i poparciem łowczego koła Adriana Sznejdra zostałem członkiem „Kniei”.

Z jeziorem Czad związana jest osoba Antoniego Osendowskiego (1876-1945) znanego literata i podróżnika, który w latach 1925–1926 zorganizował safari o trasie z Konakry, północną Nigerią do jeziora Czad. Wyprawa Osendowskiego przez 6 miesięcy pokonała zaledwie jedną trzecią odległości do jeziora Czad i została przerwana z uwagi na zmagania z trudnościami terenowymi i klimatycznymi. 

Jezioro Czad było do niedawna trzecim co do wielkości jeziorem Afryki i najważniejszym zbiornikiem wody w Sahelu. Pierwszymi Europejczykami, którzy dotarli do jeziora niespełna 200 lat temu w 1823 roku byli Clapperton i Denham. Jezioro Czad jest płytkim (maksymalna głębokość wynosi 7-10 m) jeziorem bezodpływowym częściowo zasolonym, jego powierzchnia zależna od pory roku wahała się od 11 do 22 tys. km2 (średnia powierzchnia województwa w Polsce), a w latach 60 ubiegłego wieku osiągała nawet powierzchnię 26 tys. km2. Od tego czasu jezioro stopniowo wysycha, w 2000 roku jego powierzchnia zmalała zaledwie do 1,5 tys. km2 (trzy krotna powierzchnia Warszawy). Państwa, Czad, Niger, Nigeria i Kamerun, mające bezpośredni dostęp do jeziora walczą o przetrwanie jeziora. Przyczyną wysychania jest malejąca ilość opadów w regionie, spowodowana przez ocieplenie klimatu, oraz rosnące zapotrzebowanie na wodę, czerpaną na użytek rolnictwa z jeziora i zasilających je rzek Szari i Logon. Obecna powierzchnia jeziora stanowi zaledwie 5 procent powierzchni z lat 60. Specjaliści NASA przeprowadzili komputerowe symulacje klimatyczne, z których wynika, że jezioro nie ma żadnych szans na przetrwanie i niewiadomo tylko, jak długo będzie trwała agonia. 

Można powiedzieć, że byłem świadkiem tego procesu. W latach siedemdziesiątych rząd Nigerii podpisał kontrakt na realizację projektu nawodnienia ogromnych połaci terenów rolniczych po stronie nigeryjskiej jeziora Czad. Były to ogromne roboty związane z przemieszczaniem mas ziemnych, z tworzeniem obwałowań kanałów irygacyjnych. Kanały były zasilane w wodę z jeziora Czad poprzez przepompownie. Projekt został ukończony ale już po kilku latach na początku lat 80 ubiegłego wieku zabrakło wody w kanałach doprowadzających wodę do przepompowni z uwagi na „cofkę” spowodowaną wysychaniem jeziora. Polowałem na tych wspaniałych terenach będących rajem dla ptactwa i martwię się, że za dwie lub trzy dekady może to być tylko przebrzmiałym faktem. 

Okolice jeziora Czad zamieszkałe przez grupy etniczne Kanuri, Hausa i Fulani (głównie muzułmanie) to jałowa kraina z widocznym silnym wpływem Sahary o klimacie podrównikowym suchym z rzekami (dopływami) płynącymi okresowo (cieki epizodyczne) tylko w porze deszczowej od czerwca do września (przez większą część roku rzeki te mają postać wyschniętych koryt). W porze deszczowej deszcze padają zwykle w nocy, powstają ogromne rozlewiska i ukazuje się roślinność o charakterze sawanny ( buszu ) natomiast brzegi jeziora są niskie, zabagnione, silnie porośnięte trzciną i papirusem i stają się naturalnym rajem dla ptactwa. 
Sawanna obejmuje obszary równin porośnięte roślinnością trawiastą (o liściach ostrych i twardych) z rzadko rozmieszczonymi drzewami albo kępami krzewów. To rzadkie rozmieszczenie drzew jest skutkiem konkurencji o wodę. Klimat na sawannie nie jest łatwy z powodu susz i braku wody. 

W Afryce rozróżnia się 3 rodzaje sawanny: sawanna wilgotna gdzie pora sucha (całkowity brak opadów) trwa od 3 do 5 miesięcy, sawanna sucha gdzie susza trwa od 5 do 7 miesięcy i sawanna kolczasta gdzie pora sucha może trwać nawet kilka lat.
Sawanna w basenie jeziora Czad
W basenie jeziora Czad po stronie Nigerii występuje sawanna sucha półpustynna z połaciami piasku, porośnięta karłowatymi zaroślami cierniowymi tworzącymi busz. 

Na rozlewiskach polowaliśmy na ptactwo wodne, którego było zatrzęsienie. Wśród kaczek najczęściej spotykane były: cyraneczki, cyranki, podgorzałki, różeńce, płaskonosy, guzodziobe, nadrzewne. Liczne stada brodźców bekasów i krzyków. Wiele emocji przeżywaliśmy polując na dzikie gęsi: garbonosą i zbrojną, inaczej zwaną ostrogoskrzydłą. Pospolita w rejonie jeziora duża gęś zbrojna, ważąca od 6 do 8 kg (Spur-winged Goose) swą nazwę zawdzięcza ostrym kolcom na przedniej krawędzi skrzydeł, długości około 2 – 3 cm.
Gęś ostrogoskrzydła

W porze suchej oprócz ptactwa wodnego najczęściej spotykanymi ptakami łownymi były liczne gatunki frankolinów, przypominających wyglądem i trybem życia nasze kuropatwy oraz panterki czyli dzikie perliczki, które żyją gromadnie (rodzinami po około 20 szt.) i potrafią pokonywać długie dystanse w ciągu dnia, mają szybki bieg i lot. Niekiedy kilka rodzin łączy się w tak zwane klany po około 100 sztuk. Panterki wieczorem zwołują się w charakterystyczny i donośny sposób, co umożliwia ich odszukanie. Prowadzą naziemny tryb życia i nocują na drzewach ale podczas chłodnych czy wręcz zimnych ranków nieraz spotykałem dziesiątki panterek zbitych w jedno stado. Pamiętam moje kłótnie z kucharzem, który pomimo niewątpliwego starania się podawał na stół perliczki zawsze łykowate i twarde. Dopiero czytając pasjonującą książkę Pawła Kardasza i Eustachego Sapiehy „Safari” trafiłem na garść przepisów kulinarnych polecanych podczas polowań w Afryce gdzie znalazłem przepis na panterkę na sposób południowoafrykański. „Włóż do garnka jedną panterkę i średniej wielkości kamień, zalej wodą. Gotuj na wolnym ogniu przez pięć godzin. Wyrzuć panterkę i zjedz kamień.” Jest to niewątpliwie złośliwy przepis ale bliski prawdy. 

Wielką radością było obserwowanie zlatujących się przed zachodem słońca do oczka wodnego wielu setek stepówek, wielkością budowy ciała przypominających gołębie. Stepówki są korpulentne i mają krótkie opierzone nogi. 

Sądzę, że jestem jednym z nielicznych polskich myśliwych, który miał możliwość polowania na dropie olbrzymie i który pozyskał ich około kilkunastu sztuk mając w tym dwadublety. 

Dropiowate (Otididae) to rodzina ptaków z rzędu żurawiowych, obejmująca 25 gatunków. Zamieszkują otwarte przestrzenie zakrzewionych i trawiastych sawann, półpustynne i pustynne. W rejonie jeziora Czad występuje drop olbrzymi (Ardeotis kori, ang. Great Bustard, w języku hausa – Tuje) różniący się od dropia występującego w Polsce (Otis tarda) i o wiele mniejszy o wielkości kury drop Nilowy. Drop olbrzymi, żyje w parach lub w małych stadach, ma krępą sylwetkę, wydłużoną szyję, krótki i spłaszczony dziób będący jego główną bronią oraz długie odnóża o krótkich i szerokich trzech palcach bez tylnego wyrostka, zakończone spłaszczonymi pazurami. Wysokie silne nogi poniżej skoku są nieopierzone. Głowy ozdobione są czubami lub „wąsami” ze sztywnych piór w okolicy dzioba. Samiec jest prawie dwukrotnie większy od samicy. Upierzenie jest maskujące „dropiate”, o delikatnym rysunku w barwach: brązowej, beżowej, szarej, płowej i czarnej z białym spodem ciała. Prowadzą naziemny tryb życia i są najcięższymi ptakami latającymi, osiągają długość ciała do 120 cm i wagę do 18 kg przy rozpiętości skrzydeł do 230 cm. 

Latają dobrze lecz niechętnie (w obliczu zagrożenia), by się wznieść w powietrze potrzebują dłuższego rozbiegu i ciężkim lotem wzbijają się w górę, świetnie biegają, osiągając nawet 40 km/h. Ciekawe, że kiedy śpią nie chowają głowy pod skrzydło ale kładą do tyłu na grzbiet. Kogut w czasie tokowania wygląda wspaniale i imponująco, szczególnie w słońcu a oglądany od tyłu wachlarz jest biały. Dziczyzna o czarnym mięsiwie jest przysmakiem bez śladu odoru.
Zbarczony drop

Podczas polowań w rejonie jeziora korzystaliśmy ze specjalnie przystosowanych pickupów z dodatkowymi zapasowymi kołami gotowymi do wymiany w razie „złapania gumy”. W tym czasie w Nigerii nie były jeszcze popularne opony bezdętkowe. Na sawannie nie było gwoździ ale były potworne kolce ścielące się obok zeschniętych krzaków akacji. Po powrocie z polowania wyciągało się po kilkanaście kolców wbitych w każdą oponę. Sztuką samą w sobie było wjechanie w busz (już w porze suchej), polowanie cały dzień i powrót na utwardzoną drogę. Początkowo korzystałem z pomocy lokalnych myśliwych ale po pewnym czasie sam zostałem przewodnikiem, który zdobył konieczne doświadczenie kierując się na wiecznie świecące tam słońce. Przestrzeganą zasadą z uwagi na bezpieczeństwo był wyjazd na polowanie minimum dwoma samochodami co było spowodowane różnymi trudnymi do przewidzenia zdarzeniami jak awaria techniczna samochodu (jechało się cały dzień po bezdrożach), wykorzystanie zapasowych kół, kontuzje uczestników polowania. 

Jazda samochodem po równinie buszu w rejonie jeziora Czad wymagała nieustannej wzmożonej uwagi aby uniknąć kolizji spowodowanej wpadnięciem do dużych dołów czy wręcz lei w terenie o średnicy i głębokości kilkunastu metrów powstałych podczas pory mokrej. Tak zwane leje sufozyjne tworzą się nagle, często na skutek zapadania się terenu pod próżnią powstałą przez wypłukanie z osadów drobnych frakcji. Wypadki były na tyle częste, że firmy budowlane w ubezpieczeniach na życie swych pracowników ujawniały klauzule wykluczające przypadki powstałe podczas polowań. 

Stosowane techniki polowań w przypadku dropi i żerujących na rozlewiskach gęsi wymagały podjazdu pickupem, ukrycia się a następnie wykorzystania odjeżdżającego pojazdu do skupienia na nim uwagi ptaków i spłoszenia do lotu w pożądanym kierunku. 

Na ptactwo wodne polowaliśmy również na ciągach wieczornych i rannych, korzystając z zasiadki w prymitywnych czatowniach. Na stepówki polowaliśmy po południu podczas zlotów z ukrycia przy wodopojach powstałych przy studniach artezyjskich. Z podchodu polowaliśmy na frankoliny przy polach uprawnych miejscowych rolników, tak samo jak na panterki w buszu rano i wieczorem. Oczywiście o każdej porze roku, polowanie wymagało stosownej modyfikacji w zależności od aury. 

W porze mokrej powstawały ogromne rozlewiska i wjazd do buszu samochodem był niemożliwy, a w okresie suszy (zimy) w okresie burz piaskowych (harmattanów) kiedy widoczność spadała dosłownie do kilkunastu metrów dochodziło do niespodziewanych i zaskakujących spotkań. 

Oprócz ptactwa w rejonie jeziora Czad polowałem z powodzeniem na gazele Red Fronted Gazelle w języku hausa – Barewa, deikers w hausa - Gada Kowane , antylopy Roan Antelope w hausa – Gwnki (antylopa końska). 

Często polowałem w czasie dnia, kiedy słońce operuje z całą mocą. Nagrzane powietrze drga nad buszem bardzo często powodując zjawisko majaków czy mirażu - „fata morgana” tworząc rozległe „połacie wody”, w czasie którego nie mając praktyki można popełnić błąd w ocenie odległości, ponieważ cel jakim jest zwierzyna znajduje się o wiele dalej niż się wydaje. Moim problemem był wzrok (częściowy daltonizm), reagowałem wyłącznie na ruch zwierzyny, mogłem wpatrywać się i nic nie widziałem ponieważ sylwetki zwierząt zlewały się z otoczeniem i tylko dzięki towarzyszącemu mi tubylcowi byłem informowany o jej obecności. 

Myśliwy polujący w Afryce jest narażony na wiele trudności i niebezpieczeństw, dzień w Afryce jest krótki trwa od wschodu do zachodu słońca około 12 - 13 godzin i trzeba się pilnować aby nie zostać w buszu bo szukanie drogi powrotu w nocy jest pozbawione sukcesu. Jak się myśliwy zagapi to trzeba szykować się do noclegu najlepiej w samochodzie przy czym można obserwować nieboskłon tak intensywny, że wręcz nierzeczywisty. Oczywiście natychmiast zjawiają się komary (moskity) przenoszące malarię z tym, że obecnie te z buszu nie są tak niebezpieczne jak miastowe. Z drugiej strony czas spędzony w buszu przy ognisku w towarzystwie uczestników polowania należy do niezapomnianych momentów. 

Malaria (zimnica dawna nazwa febry) jest to najczęstsza na świecie choroba zakaźna strefy tropikalnej i subtropikalnej, rozprzestrzeniana praz komary, którą rozpoznano dopiero na początku XX wieku. Zakażeni ludzie są rezerwuarem czynnika chorobotwórczego. Malaria jest najpoważniejszym zdrowotnym zagrożeniem dla europejczyka przebywającego w Afryce i ocenia się, że 1 procent zachorowań kończy się śmiercią. Z tej przyczyny jeszcze niedawno Afryka środkowo-zachodnia (w tym Nigeria) była przez Anglików w czasach kolonialnych nazywana grobem białego człowieka, o czym świadczą cmentarze z licznymi nagrobkami młodych urzędników JKM. Europejczycy dziesiątkowani przez malarię ginęli również od nieznanych chorób, pasożytów, upału, wycieńczenia i ukąszeń. Do dzisiaj szczepionki na malarię nie ma. Nie ma też absolutnie skutecznej metody uniknięcia zachorowania na malarię. Mieszkając w Nigerii 12 lat pomimo przyjmowania farmakologicznych środków antymalarycznych 8 razy chorowałem na malarię. Oczywiście przyjmowane środki znacznie redukują ryzyko zachorowania na ciężką postać malarii, która może się zakończyć tragicznie. Malaria jest bardzo podstępną chorobą, zwłaszcza dla turystów a i myśliwych, którzy pełni wrażeń wracają z urlopu w tropiku i po kilku tygodniach dostają typowych dla grypy objawów jak – bule stawów, głowy, mięśni, wysoka temperatura, torsje, biegunka i osłabienie. Malaria, zdiagnozowana i leczona jako grypa często kończy się śmiercią pacjenta. W takich przypadkach zawsze należy informować lekarza o pobycie w tropiku. Należy również pamiętać, że pomimo wyleczenia malarii w krwioobiegu pozostają czasami utajone parazyty (zarodźce) malarii, które przy osłabieniu organizmu mogą spowodować nawrót choroby. Jestem żywym przykładem takiego nawrotu choroby po trzech latach po powrocie do kraju. Najważniejszą rzeczą przy leczeniu malarii jest szybka diagnostyka i natychmiastowe podanie leków antymalarycznych. Dodatkowa ważna informacja – osoby palące tytoń rzadziej chorują na malarię bo komarzyca „niechętnie kuca”, natomiast picie alkoholu podczas terapii jest samobójstwem. 

Ofiarą malarii był prekursor polskiego reportażu Kazimierz Nowak, który w latach 1931 – 1936 odbył wyprawę do Afryki i był prawdopodobnie pierwszym podróżnikiem, który przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem 40 tys. km pieszo, rowerem, konno i czółnem. W niespełna rok po powrocie do kraju umiera wskutek wycieńczenia organizmu długotrwałą malarią. Polska podróżniczka Kinga Choszcz zmarła w 2006 roku w Akrze (Ghana) na malarię mózgową pomimo tak znacznego postępu w medycynie w leczeniu tej groźnej choroby. 

O właściwym ubiorze, posiłkach, napojach, chorobach przewodu pokarmowego, kąpielach w wodach stojących, udarze cieplnym czy też odwodnieniu organizmu podczas polowania nie będę wspominał ponieważ należy stosować się i postępować według rad doświadczonych rezydentów a w przypadku udziału w safari, nakazów swego przewodnika zawodowego myśliwego. 

Oczywistym jest aby przed wyjazdem do Afryki poddać się wymaganym dla odwiedzanego rejonu szczepieniom a żółtą książeczkę szczepień gdzie są odnotowane zawsze mieć na podorędziu. 

Oddzielnym problemem mogą być ukłucia skorpionów, ugryzienia węży i użądlenia pszczół. Z moich doświadczeń wynika, że należy bacznie uważać podczas przebywania w buszu i mieć stosowne ubranie jakim są dobre buty z grubej miękkiej skóry i długie odporne na wszelkie zadrapania spodnie. Odradzam szorty, które pozostawmy miejscowym myśliwym obeznanym z terenem, na którym polują. 

Moim zdaniem, podstawowym czynnikiem przed udaniem się na safari jest konieczność pozbycia się wrodzonej awersji do wszelkiego rodzaju gadów, której często doświadczamy będąc mieszczuchami. Nie wolno panikować podczas nieoczekiwanych spotkań z jadowitymi wężami. Tym niemniej niektórzy twierdzą, że zdrowym ludzkim instynktem jest właśnie awersja do węży i ci, którzy ją posiadają nie mają z nimi niebezpiecznych przygód. Węże jak każde zwierzę, są płochliwe i mogą atakować gdy je niepokoimy, zaskakujemy, odcinamy drogę ucieczki lub nachodzimy w momencie godów. 

Prawie dwumetrowa spokojna zielona mamba (Green mamba), zaskoczona podczas kąpieli słonecznej w moim ogrodzie.
Natomiast atak agresywnej czarnej mamby „cienia śmierci” jest błyskawiczny i nie sposób przed nią się uchronić. Jeśli iniekcja z podaniem surowicy po ukąszeniu mamby jest spóźniona choćby o minutę, może być ono śmiertelne. 

Z literatury dowiadujemy się, że prawdopodobieństwo ukąszenia przez węża jest trzykrotnie większe niż szansa bycia zabitym przez dzikie zwierzę podczas safari na „wielką piątkę” (źródło Aleksander Lake „Zabójcy w Afryce”, autor był zawodowym myśliwym reklamującym swą książkę sloganem „Prawda o czatujących dzikich zwierzętach i myśliwych piszących o nich niestworzone historie”). Uważa się również, że pilny obserwator będącym myśliwym europejskim może dostrzec nie więcej niż 1 procent węży przebywających w danej okolicy. Oznacza to, że na jednego jadowitego węża dojrzanego podczas polowania przypada kilkadziesiąt ukrytych. Zatem ukąszenie przez węża może zdarzyć się każdemu kto poluje lub przebywa w Afryce. 

Postępowanie z ofiarą ukąszenia przez jadowitego węża może oznaczać jego być albo nie być i może dotyczyć minut. Przed udaniem się w busz należy koniecznie zaopatrzyć się w serum, surowicę przeciwko jadowi. 

Ukłucie skorpiona jest szalenie bolesne ale dla przeciętnego polującego mężczyzny może być niebezpieczne tylko w wyjątkowych przypadkach jakim jest alergia na jad. Przez kilkanaście lat pobytu w tropikach wyrabia się w sobie podświadomie uwagę na wszelkiego rodzaju możliwie do zaobserwowania niebezpieczeństwa. Będąc na urlopie we Włoszech nad morzem Liguryjskim zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym i wysiadając z samochodu od razu spostrzegłem przy jezdni wygrzewającego się skorpiona. Ukłucie skorpiona powoduje znaczne podniesienie temperatury ciała, spuchniecie miejsca ukłucia i stratę dnia polowania. Sprawdzając obuwie, strzepując ubranie praktycznie zabezpieczymy się przed przykrą niespodzianką jaką może być kolec skorpiona. 

Mając przez wiele lat możliwość przebywania w buszu mogę postawić tezę, że najbardziej niebezpiecznym momentem dla myśliwego z Europy, nie obeznanego z interiorem, może być atak rozjuszonego roju pszczół spowodowany jego ciekawością lub wręcz niewiedzą. Atakują rojem liczącym kilkanaście tysięcy osobników, w ofiarę wbijana jest ogromna ilość żądeł i taka ilość jadu niszczy organizm. Afrykańskie pszczoły są niezwykle pobudliwe, zachowują się agresywnie i szybko przechodzą do ataku a tubylcy panicznie ich się boją. Potrafią ofiarę ścigać przez kilkaset metrów i kiedy wskoczy się do wody czekają aż się wynurzy. Jest to spowodowane tym, że pszczoły afrykańskie zmuszone były do częstej obrony swego terytorium i nauczyły się instynktownie to robić. 

Generalizując, polowania w Afryce mogą być bardzo niebezpieczne dla nowicjuszy, trzeba wiedzieć i mieć świadomość na co się narażamy i być na to przygotowanym. Przed wyjazdem na polowanie do Afryki wszystkim polecam przestudiowanie i zapoznanie się z doskonałymi radami zawartymi w książce „Safari” Pawła Kardasza i Eustachego Sapiehy. 

Wszystkich tych, którzy zainteresują się Afryką a szczególnie tych, którzy będą planowali wybrać się na safari gorąco namawiam a właściwie obliguję do przeczytania wymienionych przeze mnie książek. 

Powyższy materiał wspomnieniowy przygotowałem przed odczytem w klubie „Hubertus” w Warszawie, którego jestem członkiem i którego członkostwo bardzo sobie cenię.