środa, 25 lutego 2004

25 II 2004 - ŁOWIECTWO W SZTUKACH PIĘKNYCH ZAKLĘTE - relacja ze spotkania z Ewą Grabek

Gościem środowego spotkania w Klubie Hubertus była Ewa Grabek - historyk sztuki, pracownik Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie, autorka interesujących artykułów propagujących sztukę i twórców związanych z łowiectwem na łamach "Łowca Polskiego".



Zaproponowany temat jest tak obszerny, że Ewa Grabek postanowiła potraktować go bardzo osobiście. Do łowiectwa, jak mówi, trafiła przez sztuki piękne. Po ukończeniu studiów zajmowała się głównie sztuką barokową, później współczesną, gdy zaczęła pracować w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie z przyjemnością wróciła do sztuki XIX wieku. Kocha szczególnie Juliana Fałata. Zauroczenie jego twórczością sięga czasów dzieciństwa - oglądała wówczas jego piękne akwarela. Jako ambitny pracownik muzeum zaczęła studiować stare numery "Łowca Polskiego" i znów miała przyjemność zetknąć się z twórczością artysty. Julian Fałat był, jak wiadomo, autorem winiety pierwszego numeru pisma, który ukazał się w 1899 r.


Ewa Grabek przypomniała niektóre fakty z życia wielkiego twórcy. Pochodził on ze wsi. Ojciec chciał zadbać o edukację syna, ale był oporny. Nie znosił matematyki. Zmieniał szkoły, aż trafił do Krakowa, gdzie nauczył się warsztatu malarskiego. malował akwarelą, bo nie stać go było na farby olejne. Później trafił do Szwajcarii i Monachium. Miał zamówienia na portrety i zaczęło mu się lepiej powodzić. Odbył podróż dookoła świata. Zawsze miał ze sobą szkicownik. Słynne są jego obrazy z polowań Radziwiłłowskich w Nieświeżu. Jak tam trafił? Otóż do Nieświeżamiał przyjechać książę pruski Wilchelm (przyszły cesarz). Julian Fałat zabiegał o protekcję i otrzymał od Lucjana Wrotnowskiego list polecający do Macieja ks. Radziwiłła. Obrazy, które powstały w Nieświeżu bardzo się spodobały księciu i od tego wydarzenia zaczęła się prawdziwa kariera Fałata: zostaje malarzem na dworze pruskim, a potem zaproponowano mu objęcie posady po Matejce w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych. Doprowadził do rozkwitu tej uczelni i przekształcenia jej w Akademię. Julian Fałat kupił willę w Bystrej i często jeździł do Osieka. Tam właśnie powstały, między innymi, cztery portrety myśliwych - obrazy mniej znane, bo znajdujące się w prywatnych zbiorach. Z tymi portretami związana jest bardzo interesująca historia, o której opowiedziała Ewa Grabek.


W 1993 roku zorganizowana została z okazji 70-lecia PZŁ wielka wystawa w Krakowie. Przyjeżdżało na nią wielu zwiedzających z całej Polski. Myśliwi na ogół byli bardziej zainteresowani trofeami niż sztuką, ale był pan, który długo przyglądał się malarstwu. Okazało się, że był nim Maciej Rudziński, którego babka, Gabriela z Wrotnowskich Rudzińska była żoną właściciela Osieka, miejsca, gdzie Fałat często był zapraszany. Sportretowani myśliwi to przedstawiciele rodu Rudzińskich. 

Na zakończenie swojego wieczoru Ewa Grabek przedstawiła Dorotę Idzikowską, która dzięki niej i Ireneuszowi Wojczukowi, historykowi sztuki z Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa zainteresowała się łowiectwem.

Twórczość pani Doroty była prezentowana na łamach "Łowca Polskiego". Jest ona nie tylko malarzem, ale również projektantem ubiorów. Dorota Idzikowska podkreśliła, że strój wynika z funkcji i tradycji, musi też wyrażać styl osoby i jej samopoczucie. Przedstawiła kilka projektów stroju myśliwskiego - klubowego opartego na wzorcach ubioru angielskiego.


Tego wieczoru do naszego klubu przyszedł też Andrzej Rogulski, który mówił o sztuce rzeźbienia w drewnie. Jego rzeźby przedstawiają sceny z polowań, rzeźni też kolby d broni i meble. Zachęcał zebranych, aby utrwalać w rzeźbie doznania łowieckie.

Bohdan Jasiewicz pokazał swoje najcenniejsze trofeum - gastrolity w postaci tłuczonego szkła. Opowiedział też, jak je zdobył. Otóż polował na głuszce na Syberii. Ponieważ w tajdze nie ma piasku i żwiru tylko iły, mieszkańcy tajgi rozsypują potłuczone szkło przy szałasach i w ten sposób polują na głuszce. No cóż, co kraj to obyczaj.

To był wspaniały wieczór. Jak zawsze sygnaliści uświetnili nasze spotkanie piękną muzyką myśliwską, a Roman Knapik poczęstował wszystkich pysznym szczupakiem - dzikim szczupakiem, jak podkreślił.