środa, 21 stycznia 2004

21 I 2004 - O WYDAWNICTWACH ŁOWIECKICH - relacja ze spotkania z Wojciechem Cieplakiem

Wojciech Cieplak - nowy redaktor naczelny "Łowca Polskiego" i prezes zarządu spółki - był gościem środowego spotkania tematycznego w Klubie Hubertus.
kol. Wojciech Cieplak w Klubie Hubertus


Wojciech Cieplak, mówiąc o wydawnictwach łowieckich, przypomniał czasopisma, jakie ukazywały się przed laty w Polsce. Przeszło 100 lat temu, kiedy Polska była pod zaborami, wychodziły trzy pisma: "Łowiec" we Lwowie, "Łowiec Polski" w Warszawie oraz "Łowiec Wielkopolski" w Poznaniu. 

Najstarszym, bowiem wydawanym już w styczniu 1878 r., był "Łowiec" zwany "lwowskim". Drugim - Łowiec Polski", który jako jedyny z tamtego okresu przetrwał do dziś, trzeci - to "Łowiec Wielkopolski" wydawany w latach 1907-1923 (z przerwą w latach 1914-1921).

 

Pierwszy numer "Łowca Polskiego" ukazał się w kwietniu 1899 r. Jego założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym był Jan Sztolcman.



Najstarszym w Polsce pismem, bo wydawanym w Warszawie już w 1820 r. był "Sylwan - zbiór nauk i urządzeń leśnych i łowieckich". Łowiectwu nie poświęcano w nim wiele miejsca. Po 1918 r., a więc po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, pojawia się więcej wydawnictw. W 1923 r. wychodzi "Przegląd Myśliwski". Łączy się on z "Łowiectwem Polskim" (kontynuatorem "Łowca Wielkopolskiego") i przyjmuje nazwę "Przegląd Myśliwski i Łowiectwo Polskie", a jego redaktorem naczelnym zostaje Julian Ejsmond.

Najbardziej znane z tego okresu były "Trąbki Wileńskie...", które wychodziły przez 15 lat początkowo, jako dodatek do "Słowa" redagowanego przez Stanisława Cata-Mackiewicza.



Po II wojnie światowej na polskim rynku wydawniczym przez wiele lat jedynym pismem był "Łowiec Polski", którego siedziba nieprzerwanie od 1907 r. mieści się w Warszawie, przy ul. Nowy Świat 35. Ewenementem jest fakt, że przez 105 lat swego istnienia "Łowiec Polski" był wierny linii programowej przyjętej przez założyciela pisma. Zmieniały się warunki społeczno-polityczne, a "Łowiec Polski" zawsze propagował ideę racjonalnego, prawidłowego myślistwa, popularyzował rasy psów myśliwskich, strzelectwo, kulturę i tradycję łowiecką. Jednym słowem wszystko to, co najcenniejsze w dorobku wielu pokoleń polskich myśliwych. Z pismem tym byli związani najwybitniejsi twórcy.

W dyskusji mówiono o wydawnictwach książkowych oraz o roli prasy łowieckiej, również regionalnej. Padł wniosek, aby w "Łowcu Polskim" ukazywał się przegląd najciekawszych artykułów właśnie z pism wychodzących w terenie. 

Byłaby to forma propagowania tych wydawnictw. Padły też miłe słowa pod adresem "Łowca Polskiego".

Prowadzący spotkanie prezes Klubu, Julian Kędzierski, zaproponował, by wzbogacić tematykę wieczorów klubowych o opowieści myśiwskie, przeżycia z polowań lub zabawne dykteryjki. Jako pierwszy głos zabrał Włodek Mikołajczuk. Opowiedział o swoim ostatnim, bardzo udanym polowaniu na Mazurach, na którym...nic nie strzelił!

Uznaje je, mimo wszystko, za wspaniałe, bo tak naprawdę w łowiectwie najbardziej liczy się dobre towarzystwo, a nie wielkość pokotu.

Atrakcyjną oprawę spotkania zapewnili sygnaliści: rodzinny zespół Janusza Gocalińskiego "Pasja" i Marcin Sendal.

Wszyscy bywalcy klubu degustowali, jak zwykle, wspaniałe nalewki i przy piwie miło gawędzili do późnych godzin wieczornych.